poniedziałek, 1 maja 2017

Rozdział 1

  Weszłam do przestronnego, eleganckiego gabinetu, gdzie znajdowała się reszta mojej rodziny. Przy ciemnym, dębowym biurku siedział młody brunet o zielonych oczach.
- Widzę, że jesteśmy w komplecie - zaczął - Nazywam się James White i byłem prawnikiem oraz doradcą Emeta Danes'a. To była straszna tragedia, rozumiem, że jesteście zrozpaczeni, jednak trzeba przez to przejść. Czy jesteście gotowi usłyszeć testament? - zaczął rozglądać się po pomieszczeniu.


- Oczywiście, że tak - powiedziała moja matka - Im szybciej zaczniemy, tym szybciej się to skończy - prychnęła
- Dobrze - James wziął głęboki wdech i spojrzał na plik kartek – „Ja Emet Danes zdrowy na umyśle, świadomy swoich czynów oraz bez żadnego nacisku, oświadczam że cały mój spadek wraz z firmą Danes Empire przekazuje mojej kochanej wnuczce Samancie Danes. Jednak aby jej nie obciążać do czasu ukończenia szkoły na owym stanowisku zasiądzie mój dobry przyjaciel James White. Jestem pewien, że oboje poradzą sobie świetnie i nie doprowadzą nas do ruiny. Reszta członków rodziny musi zacząć sama zarabiać na życie i nauczyć się samodzielności.”
- Tak nie może być! - Krzyknęła mama i podniosła się z krzesła - Ona nie może dostać całego spadku. Jest za młoda!!
- Mam osiemnaście lat - prychnęłam oburzona - A prawda jest taka, że sama się nie prosiłam o ten spadek! 
- Tak na pewno - powiedziała sarkastycznie - Cały czas latałaś koło tego wrednego buraka. Co on sobie myślał? 
- Co my teraz zrobimy? - Zapytała się moja ciocia Sara - Przecież wszystko, co mamy należało do ojca.
- Jak to co?! - Wydarła się Anna, moja druga ciocia - Ta smarkula nam tego nie odbierze! Nie po to przyjeżdżałam tu sześć razy w roku, żeby teraz nic nie dostać.
- Właśnie. - Mruknął Will, syn dziadka -  Nie może nam przecież zabrać domów i bogactwa, jesteśmy jej rodziną.
- Przepraszam, że przeszkadzam. - James próbował zwrócić na siebie uwagę - Wydaje mi się, że jednak nie zależy to od was - popatrzył znacząco w moją stronę - Samantha dostała cały spadek, więc jeśli chce, a patrząc na to, co o niej mówicie, to powinna zabrać wam wszystko - mrugnął do mnie - A teraz proszę wszystkich o wyjście, musimy z Sam obgadać szczegóły testamentu.
- Dobrze - jako pierwsza odezwała się moja matka - A my policzymy się w domu - popatrzyła na mnie.
Kiedy wszyscy opuścili gabinet, chłopak powiedział mi, żebym usiadła. Sam zaś rozpiął marynarkę i podszedł do barku. Po nalaniu wody, powrócił na swoje miejsce. 
- Cóż - mruknął - Spodziewałem się gorszej reakcji - zaczął patrząc na mnie - Jednak nie mogę pojąć jak pozwalasz sobą tak pomiatać.
- To nie tak - zaczęłam - Oni w głębi duszy są dobrzy.
- Jak uważasz. Przejdźmy do konkretów - otworzył szufladę i wyciągnął teczkę - Musisz podpisać tu, tu i tu, a wtedy majątek będzie twój - chwyciłam za pióro i złożyłam podpisy tam gdzie trzeba - Jak pamiętam z opowieści twojego dziadka jesteś w przedostatniej klasie liceum, tak? - Popatrzył na mnie, a ja kiwnęłam głową - Dobrze, w takim razie możemy się umówić, że do czasu zakończenia szkoły będę się zajmował firmą, a o wszystkich zmianach będziesz informowana. Co ty na to: będziesz przychodziła do firmy na przykład w poniedziałki po lekcjach i  wtedy będę cię uczyć jak się nią zajmować i co powinnaś robić będąc jej właścicielem. Ok? - Zapytał
- To byłoby świetne - uśmiechnęłam się - Chciałabym spełnić ostatnią wolę dziadka.
- Zawsze dużo o tobie opowiadał, byłaś jego oczkiem w głowie. Wiesz, jeśli mogę dać ci radę, to na twoim miejscu wyrzuciłbym rodzinę z posiadłości. - Zamyślił się chwilę - No może przynajmniej twoją matkę. Tak między nami to ona jest strasznie wredna  - dodał szeptem.
- Wiem. - Powoli zaczęłam wstawać - Muszę się już zbierać, jutro poniedziałek. 
- Ach no tak. Co ty na to, żebym odebrał cię jutro ze szkoły i pokazał twoje lokale? - Wskazał na mapę miasta z poprzypinanymi pineskami - Będzie fajnie.
- To dobry pomysł - zobaczyłam w jego oczach ogniki radości - Mogę zabrać koleżankę?
- Victorię?
- Skąd ty...
- Twój dziadek dużo mi o was opowiadał. - Opowiedział. Uznałam, że nie będę drążyć tematu.
- Do zobaczenia - krzyknął, gdy wychodziłam
- Pa James! Przyjedź po mnie o 16:40. - Odwróciłam się jeszcze raz w jego stronę, a następnie ruszyłam w kierunku recepcji. 
Za biurkiem siedziała młoda blondynka z prostymi, długimi włosami i niebieskimi jak morze oczami. Ubrana bardzo elegancko, w białą koszulę, czarną marynarkę i tego samego koloru spodnie sprawiała wrażenie bardzo pewnej siebie. 
- Przepraszam - powiedziałam uprzejmie, a ona odwróciła się w moją stronę - Czy mogłabym poprosić o wizytówkę pana White'a?
- A co liczysz, że od ciebie odbierze? - uśmiechnęła się z wyższością - On nie gustuje w małolatach.
- Co? - Nie rozumiałam o co jej chodzi - Jestem jedną z jego klientek. Chciałam tylko jego numer telefonu, mamy coś razem uzgodnić.
- Ja już wiem, co - prychnęła - Masz. - Dostałam małą niebiesko-białą wizytówkę. 
- Dzięki. - opowiedziałam jak najmilej i udałam się w stronę drzwi, gdzie czekał już na mnie samochód. Jednak w ostatniej chwili pokazałam mojemu szoferowi, aby sam wracał do posiadłości.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz